Odkrywanie kapłaństwa, krok po kroku – Wywiad ze śp. biskupem Julianem Wojtkowskim

Odkrywanie kapłaństwa, krok po kroku – Wywiad ze śp. biskupem Julianem Wojtkowskim

Publikujemy wywiad jakiego udzielił śp. biskup Julian Wojtkowski dziennikarzowi Wojciechowi Kosiewiczowi. z okazji 75. rocznicy święceń kapłańskich, która przypadała w czerwcu 2025 roku.

Na rozmowę z biskupem seniorem Julianem Wojtkowskim udałem się do Konwiktu Kapłanów Warmińskich przy ulicy Kopernika w Olsztynie. Zaprowadzono mnie do jednego z mieszkań na piętrze… Biskup oczekiwał już w pokoju. Przed nim, na stoliku leżała książka autorstwa kard. Gerharda Müllera: „Cud nieśmiertelności. Co będzie po życiu ziemskim?”. Nad biurkiem wisiało czarno-białe zdjęcie biskupa Teodora Benscha, pierwszego, powojennego administratora diecezji warmińskiej… To on zachęcił młodego Juliana do tego, aby wstępując do seminarium lubelskiego, w przyszłości został kapłanem diecezji warmińskiej.

– Kiedy narodziło się powołanie do kapłaństwa? W czasie II wojny światowej czy jeszcze przed?

– Powołanie odkryłem już podczas Pierwszej Komunii Świętej przyjętej 9 czerwca 1935 roku w Zielone Świątki, w kaplicy szpitalnej sióstr elżbietanek w Poznaniu przy ulicy Łąkowej. Jeszcze tego samego dnia, po południu przyjąłem sakrament bierzmowania w kościele Bożego Ciała z rąk ówczesnego biskupa pomocniczego, a po wojnie arcybiskupa metropolity poznańskiego Walentego Dymka. Pamiętam, jak do Pierwszej Komunii przygotowywała mnie siostra Rafaela Szymkowiak. Zasugerowała, aby od tego momentu przyjmować Chrystusa codziennie. Wkrótce zostałem ministrantem i tak było aż do wybuchu wojny.

– Już kilka miesięcy po wybuchu wojny razem z rodziną został biskup aresztowany…

– Dokładnie 8 listopada 1939 roku trafiliśmy do obozu koncentracyjnego Poznań-Wschód. Miesiąc później wywieziono nas do Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie z jedną walizką znaleźliśmy się na bruku… Nasze poznańskie mieszkanie z całym wyposażeniem zostało przekazane Niemcom bałtyckim. Chodziło o to, aby wzmocnić pierwiastek niemiecki na zagarniętych ziemiach. Tułaczka wojenna trwała aż do 1944 roku.

– Jak wyglądało życie religijne w tym czasie?

– Jeszcze będąc w obozie koncentracyjnym przez dwa rzędy drutów kolczastych obserwowaliśmy z oddali kościół, gdzie paliły się światła. Widać w kościele była odprawiana Msza święta, ale my mogliśmy tylko tęsknić. W Ostrowcu z kolei Niemcy ogłosili stan epidemii i w związku z tym kościoły kazali pozamykać. Wówczas ratował nas benedyktyński mszał, który ojciec otrzymał jeszcze przed wojną, będąc prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej Akcji Katolickiej przy parafii Bożego Ciała w Poznaniu. Były tam również modlitwy brewiarzowe, z których korzystaliśmy głównie wieczorem. Muszę powiedzieć, że ten mszał podtrzymywał moje kapłańskie powołanie.

– Po pobycie w Ostrowcu, na zaproszenie księcia Krzysztofa Radziwiłła i jego małżonki Zofii z Popielów udaliście się do majątku we wsi Sichów położonego na terenie dzisiejszego województwa świętokrzyskiego…

– Mogliśmy tam odżyć po obozie. Mama nauczyła się wypiekać chleb. Codziennie otrzymywaliśmy litr mleka od krowy z południowego udoju. Pamiętam pierwszy obiad: barszcz czerwony z ziemniakami, a na drugie danie mielony kotlet, chyba z kapustą. Po trzech pierwszych łyżkach ból żołądka był taki, że nie mogłem dalej jeść. W obozie na obiad była tylko kartoflanka. Raz dostaliśmy pół kartofla na sześcioosobową rodzinę… wygłodziliśmy się więc bardzo. W majątku w Sichowie mieszkały siostry służki NMP Niepokalanej z Mariówki. Opiekowały się kaplicą, gdzie na Mszę św. przychodzili właściciele majątku, okoliczni mieszkańcy oraz nasza rodzina. Codziennie służyłem tam jako ministrant. Mszę św. odprawiał ks. prof. Konstanty Michalski, były rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, wybitny historyk filozofii średniowiecza. Ze względu na odklejenie siatkówek, widział tylko zarysy postaci. Przygotowane kazania czytał więc mój ojciec, a później również ja. Służenie niedowidzącemu kapłanowi jeszcze bardziej wzbudziło moje powołanie.

– Kiedy kończyła się II wojna światowa i Sowieci w 1944 roku zajęli Polskę do linii Wisły, ojciec biskupa zgłosił się do pracy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim…

– Został tam profesorem historii nowożytnej. Ja po ukończeniu „małej matury” służyłem do Mszy św. i byłem zakrystianem w kościele akademickim. Pamiętam, jak podczas sprawowania Eucharystii ks. prof. Antoni Słomkowski, pierwszy powojenny rektor KUL, zapomniał pewnej kwestii, tak jak zdarza się to czasami na egzaminie… i ja mu podpowiedziałem wprowadzając go na właściwe tory. Poszedłem wówczas do liceum dla pracujących i w ciągu jednego roku ukończyłem dwie klasy o profilu matematyczno-fizycznym. Maturę zdałem w lipcu1945 roku. Gdy front ruszył dalej na zachód, do Lublina powrócił ks. Teodor Bensch, kapłan archidiecezji poznańskiej, który przed wojną zrobił doktorat z prawa kanonicznego na KUL-u. Był pionierski, bo dotyczył wpływu chorób psychicznych na ważność umowy małżeńskiej. Przy jego pisaniu korzystał z wiedzy pozyskanej od psychiatrów. On również po wojnie odprawiał Msze św. w kościele akademickim w Lublinie. 15 sierpnia 1945 roku został wezwany przez kard. Augusta Hlonda i otrzymał nominację na administratora diecezji warmińskiej. Zagadnął mnie wówczas, czy wiem, gdzie chcę pójść po maturze? Powiedział: Jak się zdecydujesz, to zgłoś się do mnie.

– Biskup się zgłosił i…

– …ks. Teodor Bensch napisał list do biskupa lubelskiego Mariana Leona Fulmana z prośbą, abym mógł studiować dla diecezji warmińskiej w seminarium lubelskim. Decyzja zapadła więc przed studiami, a nie po ich ukończeniu. Seminarium było okresem sprawdzania powołania i decyzji o przyjmowaniu kolejnych święceń.

– Święcenia odbyły się 25 czerwca 1950 roku.

– To był pochmurny dzień… Gdy szliśmy z seminarium do katedry, na chodniku zauważyliśmy kałużę krwi oraz ślady po wypadku samochodowym. Kałużę ominęliśmy, aby nie stąpać po krwi… Przyszła myśl, że żyjąc w państwie komunistycznym musimy być gotowi na wszystko. Wówczas byliśmy jeszcze pod silnym wstrząsem wojny domowej w Hiszpanii, gdzie tysiące księży, kleryków i sióstr zakonnych zostało zamordowanych. Święcenia przyjęliśmy od biskupa Piotra Kałwy. Po nich pojechałem z rodzicami na Jasną Górę, aby Mszę świętą prymicyjną odprawić przed cudownym obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Kolejnym miejscem, które odwiedziłem był Tyniec, bo ojciec duchowny seminarium lubelskiego mówił że dobrze jest pierwsze dni po święceniach spędzić w skupieniu, a nie od razu iść do rozkrzyczanego świata. Przebywałem tam trzy dni.

– I przyjechał biskup do diecezji warmińskiej…

– Zostałem wikariuszem w parafii w Wielbarku i Opaleńcu. Zastępowałem proboszcza, który po pięciu latach pracy poszedł na zasłużony urlop. Po niedługim czasie wyjechałem na KUL, na studia specjalistyczne z teologii dogmatycznej.

– Czy wówczas narodziło się zainteresowanie mediewistyką?

– Jeszcze na studiach magisterskich, kiedy ks. prof. Antoni Słomkowski dał mi do pisania temat z mariologii. Zaraz po wojnie, po tych strasznych zniszczeniach, udało mi się przebadać w całej Polsce trzysta rękopisów i kilkadziesiąt inkunabułów liturgicznych. To był mój pierwszy kontakt ze średniowieczem. Taki „wizualny” kilka lat wcześniej, gdy do seminarium lubelskiego zwożono rozproszone wcześniej książki. Początkowo leżały na korytarzu. Gdy mój ojciec mnie odwiedzał, zwrócił na nie uwagę. To były między innymi cenne inkunabuły. Wśród nich leżał rękopis mszału kanoników regularnych laterańskich z Kraśnika, tzw. Mszał Kraśnicki. Jeżeli wrócić do samego początku, to po raz pierwszy z inkunabułami spotkałem się jeszcze przed II wojną światową w czytelni Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu, gdzie mój ojciec był dyrektorem. Uczestnikom wycieczek, które oprowadzał, tłumaczył dlaczego czyta się „od deski do deski”. Okładki inkunabułów stanowiły deski oprawione w skórę.

– Po magisterium i kościelnym licencjacie przyszedł czas na pracę doktorską…

– Jej tematem była wiara w Niepokalane Poczęcie Maryi w Polsce, w świetle średniowiecznych zabytków liturgicznych. Początkowo promotor, ks. prof. Mieczysław Żywczyński był sceptyczny co do tego tematu, a wyszła praca na kilkaset stron, gdzie zostały przytoczone różne teksty dotyczące poczęcia Matki Zbawiciela.

– Wspomniany już ojciec miał zapewne wpływ na zainteresowania naukowe Księdza Biskupa?

– Po wybuchu wojny, zamiast do gimnazjum, trafiłem z rodziną do obozu koncentracyjnego. Później gdy przebywaliśmy w Ostrowcu, rodzicom udało się zakupić w księgarni dwa podręczniki do pierwszej klasy gimnazjum. Jeden do matematyki, a drugi do łaciny. Mama jako ekonomistka uczyła matematyki, natomiast łaciny uczył ojciec. Jako ich jedyny uczeń, wiedziałem, że będę pytany na każdej lekcji (uśmiech). Dzięki temu porządnie nauczyłem się łaciny. Chciałbym wspomnieć, że już w czasie gimnazjum mój ojciec miał wiele godzin greki oraz łaciny. Później, podczas studiów w Berlinie słuchał wykładów słynnego filologa klasycznego i badacza antyku Ulricha von Wilamowitza-Moellendorffa. Dzięki ojcu, podczas studiów kontrolę profesorską miałem również w domu. Wówczas otrzymywałem wiele cennych wskazówek.

– 17 sierpnia 1969 roku przyszła nominacja na biskupa pomocniczego diecezji warmińskiej…

– Gdy zostałem wezwany do Gniezna, akurat głosiłem rekolekcje zamknięte w ośrodku katechetycznym w Gietrzwałdzie. Rozkaz nie gazeta…, zakończyłem więc szybciej rekolekcje i udałem się do Gniezna. Ponieważ przybyłem na miejsce wcześniej, zaszedłem do katedry, aby pomodlić się przy relikwiach św. Wojciecha. Z kościoła udałem się na rozmowę do księdza prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego. Tam dowiedziałem się, że papież Paweł VI mianował mnie biskupem. Zapytał, czy się zgadzam… Broniłem się jak mogłem, ale wszystkie moje argumenty prymas odrzucał.

– Jakie to były argumenty? Ks. Karol Wojtyła, gdy otrzymał nominację mówił, że jest zbyt młody… Biskup również był wówczas młody. Zaledwie 42 lata.

– Zagadnąłem prymasa między innymi o to, czy biskup może zostać zbawiony? Koniec końców wolałem pójść za głosem papieża, niż za swoją samowolą. Ze względu na nieśmiałość poprosiłem o święcenia w prywatnej kaplicy prymasa Wyszyńskiego. Zgodził się. Wówczas zwróciłem się do niego, aby był łaskaw udzielić ich w jakieś święto Matki Boskiej. Wybrany został termin 22 sierpnia czyli wspomnienie liturgiczne Najświętszej Maryi Panny Królowej. Poprosiłem, aby współkonsekratorami byli ks. bp Drzazga oraz ks. bp Obłąk. Księżmi „przedstawiającymi” moją kandydaturę, bo tak się dzieje podczas przyjęcia sakry, zostali natomiast, związany z naszym regionem ks. inf. Wojciech Zink oraz kapelan ks. prymasa Wyszyńskiego, ks. inf. Władysław Padacz. Wybrałem go, bo podobnie jak mój ojciec, był działaczem abstynenckim. Zresztą się znali. Ponieważ wcześniej odbyłem już rekolekcje u jezuitów w Czechowicach-Dziedzicach, nie musiałem przechodzić rekolekcji przed święceniami biskupimi. Odbyłem tylko dzień skupienia u kapucynów przy ulicy Miodowej w Warszawie. Stamtąd było blisko do rezydencji prymasa. Podczas święceń obecny był również mój ojciec oraz siostra. Mama zmarła dwa lata wcześniej.

– Obecny był także ks. Tadeusz Borkowski, który również w 1969 roku został proboszczem olsztyńskiej katedry…

– Tak. Był moim kolegą z roku i razem przyjęliśmy święcenia kapłańskie. Obecny był także ówczesny rektor Wyższego Seminarium Duchownego „Hosianum” w Olsztynie, a późniejszy metropolita wrocławski, kard. Henryk Gulbinowicz oraz ks. Roman Kotlarz, którego uczyłem religii. Dziś jest sługą bożym i kandydatem na ołtarze.

– Co powiedział ojciec Biskupa, gdy dowiedział się o nominacji?

– Gdy pokazałem ojcu pismo z nominacją, przeczytał i zawołał starszą siostrę mówiąc: choć przywitać ekscelencję… Osobiście nie używam tego zwrotu do dziś. Oczekując na sakrę, w ciągu tygodnia schudłem pięć kilogramów, gdybym musiał czekać dłużej, to ze zdrowiem byłoby krucho.

– Jako swoje zawołanie przyjął biskup ostatnie słowa z Księgi Apokalipsy: Veni Domine Jesu! (Przyjdź Panie Jezu!). Dlaczego akurat te?

– Były to słowa, które na swoje hasło wziął biskup Teodor Bensch. Zrobiłem tak, ponieważ jemu „zawdzięczam” Warmię oraz swoje powołanie do kapłaństwa.

– Gdy miałem przyjemność rozmawiać z abp. Edmundem Piszczem w związku z jego 90. urodzinami, powiedział, że najbardziej związany jest z duchowością ignacjańską. A biskupowi? Ku jakiej duchowości najbliżej?

– Staram się żyć duchowością kapłańską. W naszym seminarium była Sodalicja Mariańska, koło trzeźwości oraz trzeci zakon św. Franciszka. Próbowałem iść drogą św. Franciszka i byłem nawet w nowicjacie. Ostatecznie zrezygnowałem, bo muszę powiedzieć, że św. Franciszek zraził mnie gestem, kiedy przed ojcem rozebrał się do naga, wyrzekając się w ten sposób majątku rodzinnego… Tak się nie robi. Ojciec był porządnym kupcem i chciał jak najlepiej wychować syna. Jak można było w taki ordynarny sposób, i to publicznie się zachować. Nie zdecydowałem się więc zostać tercjarzem… Wstąpiłem natomiast do Sodalicji Mariańskiej, tak się złożyło, że tego samego dnia, gdy na Jasnej Górze konsekrowany był prymas Stefan Wyszyński (12 maja 1946 red.)

– To który ze świętych jest biskupowi najbliższy?

– Kiedyś miałem sen, że św. Antoni mnie uratuje i schowa przed niebezpieczeństwem. Mama powiedziała wówczas, żebym się do niego modlił. Tak właściwie świętego, którego prosiłbym ciągle o wstawiennictwo, to raczej nie mam… Modlę się do Matki Bożej i Jezusa.

Bp Julian Andrzej Wojtkowski ur. 31 01 1927 r. w Poznaniu. Szkołę podstawową ukończył przed wybuchem II wojny światowej. W lutym 1941 r., rozpoczął pracę biurową w sichowskiej dyrekcji folwarków, jednocześnie kontynuując tajne nauczanie. Jesienią 1944 r. podjął naukę w liceum w Lublinie. Po jego ukończeniu wstąpił do lubelskiego seminarium duchownego jako alumn diecezji warmińskiej. 25 czerwca 1950 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa lubelskiego prof. Piotra Kałwy. W 1952 r. ukończył studia specjalistyczne w zakresie teologii dogmatycznej na Wydziale Teologii KUL. Od tego czasu był wieloletnim wykładowcą Warmińskiego Seminarium Duchownego w Olsztynie. Doktorat uzyskał w 1953 r. na podstawie rozprawy pt. Wiara w Niepokalane Poczęcie NMP w Polsce w świetle średniowiecznych zabytków liturgicznych. Habilitował się w 1968 r. na Papieskim Wydziale Teologicznym w Krakowie. 22 sierpnia 1969 r. przyjął sakrę biskupią z rąk prymasa Stefana Wyszyńskiego. W 1987 r. otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego, natomiast w 1997 r. został profesorem zwyczajnym. Brał udział w licznych międzynarodowych kongresach mariologicznych oraz józefologicznych. Pełnił ważne funkcje w ramach Konferencji Episkopatu Polski. Był sekretarzem Komisji Episkopatu do spraw KUL, członkiem Komisji Episkopatu do spraw realizacji uchwał II Soboru Watykańskiego, przewodniczącym Komisji Episkopatu do spraw Budowy Kościołów oraz członkiem Rady Naukowej Episkopatu Polski i członkiem Komisji Maryjnej.