Kazanie abpa Józefa Górzyńskiego, metropolity warmińskiego wygłoszone w czasie Pasterki w konkatedrze św. Jakuba w Olsztynie, 25 grudnia 2025 roku.
Pasterka 2025

Pasterka 2025
Boże Narodzenie 2025
Drodzy Siostry i Bracia
Niezwykły jest ten usłyszany przed chwilą łukaszowy opis narodzenia się Pana Jezusa. Nie może być zresztą inny, gdyż jest opisem prawdziwego Misterium, czyli Bożego dzieła dokonanego w naszej historii, w historii człowieka. Boskość tego wydarzenia przejawia się znakami, które choć doświadczane zmysłami przekraczają zdolność ich zrozumienia. Budzą przekonanie, że dzieje się coś na miarę Boga, chociaż ma miejsce w świecie człowieka. Bóg wkracza w nasz ludzki świat. Nie sposób nie postawić pytania: a z jakiego to powodu i w jakim celu? W jednej z popularnych kolęd pada to pytanie: „Hej, co się więc takiego Tobie Panie stało, żeć się na ten kiepski świat przychodzić zechciało?” Jednak, to nie Panu Bogu coś się stało, ale ten świat tak się już skiepścił, że tylko Bóg może go uratować. I po to przychodzi.
Różnie można opisywać ową niedolę świata, czyli człowieka. Jednym z najbardziej wymownych obrazów jest ciemność, w której człowiek się pogrążył. Dlatego Zbawiciel opisywany jest jako przychodząca światłość. W odczytanym fragmencie z księgi proroka Izajasza usłyszeliśmy słowa: „Naród kroczący w ciemności ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło” (Iz 9, 1). Modlitwa, która wprowadziła nas w tę liturgię mówi o Bogu, który sprawił, „że ta najświętsza noc zajaśniała blaskiem prawdziwej światłości”. Tymi i podobnymi słowami oddawana jest prawda o narodzeniu Zbawiciela, nazywanego „Światłością Świata”.
Światłość jest tematem biblijnym od pierwszej do ostatniej księgi Pisma świętego. Księga Rodzaju opisuje oddzielenie światła od ciemności jako pierwszy akt Stwórcy (Rdz 1, 3n). Księga Apokalipsy widzi koniec historii zbawienia, gdzie światłem nowego stworzenia będzie sam Bóg (Ap 21, 23). Pomiędzy aktem stworzenia a ostatecznym zbawieniem dzieje się historia, która przyjmuje postać konfliktu między światłością i ciemnością, obrazującego konflikt między dobrem i złem, między życiem i śmiercią (por. J 1, 4n). Człowiek wciągnięty jest w ten konflikt, jest jego głównym bohaterem, gdyż głównie o niego toczy się ten bój. Ostateczne przeznaczenie człowieka zamyka się w kategoriach światła i ciemności, tak samo jak w ramach życia i śmierci. Kryteria są czytelne. Światłością jest sam Bóg. Św. Jan stwierdza to definitywnie: „Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności” (1J 1, 5). Ciemnością jest wszystko, co od Boga się odwraca, co z Nim zrywa relacje. W konsekwencji jest to grzech i śmierć. Człowiek zrywając relacje z Bogiem przez nieposłuszeństwo pogrążył się w ciemności, czyli w grzechu i śmierci. Narodzenie się Chrystusa jest narodzeniem prawdziwej światłości, czyli przyjściem na świat Zwycięzcy grzechu i śmierci. Tego zwycięstwa Chrystus Pan dokona w swoim dziele zbawczym, przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Wymowne są słowa samego Pana Jezusa opisującego siebie i swoją misję: „Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności” (J 12, 46). „Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata” (J 9, 5). Prawdziwy dramat człowieka polega jednak na tym, że „światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu” (J 3, 19-21).
Te słowa wypowiedział Chrystus Pan do Nikodema, człowieka, który uwierzył, że słowa i czyny Jezusa pochodzą od Boga. Dla tych, którzy uwierzyli jest nadzieja, bo pójdą za Jezusem, bo o nich mówi Jezus: „Kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światłość życia” (J 8, 12). A co z tymi, którzy nie uwierzą? Ci pozostaną zdani na samych siebie, popadną w beznadziejność lub poddadzą się przeświadczeniu, że sami znajdą sposób na życie, sami nadadzą mu sens, zaradzą ludzkiej niedoli i że sami potrafią tak zorganizować życie wspólne, że ludzkość wreszcie osiągnie powszechną szczęśliwość. Życie brutalnie objawia pozorność takich dążeń. Podejmowane próby budowania raju na ziemi jedynie w oparciu o ludzkie pragnienia i siły nigdy nie przyniosły oczekiwanych efektów, a w wielu przypadkach przyniosły tragiczne, czy wręcz zbrodnicze skutki.
Tajemnica Wcielenia jest odpowiedzią Boga na niemożność człowieka. Ta niemożność dotyka istoty ludzkiej natury i bez Boga człowiek ani nie zrozumie tego, co jest jego prawdziwą słabością, ani tej słabości nie pokona. Potrzebna jest interwencja samego Stwórcy. Wcielenie Syna Bożego to początek realizacji tej Bożej interwencji. Syn Boży przychodzi uzdrowić ludzką słabość w jej istocie, czyli grzech, rozumiany jako zerwanie relacji z Bogiem. Wiemy, czym jest trafna diagnoza, poznanie prawdy o sobie i świecie. Tylko wtedy można skutecznie zaradzić chorej sytuacji. Taka diagnoza możliwa jest tylko w świetle Bożej prawdy. Tylko oświetleni światłością z wysoka, Bożą światłością, jesteśmy zdolni poznać prawdę o sobie i świecie. Bez tej światłości świat i człowiek pozostaje w mrokach swoich przekonań i mniemań. Nie ma rozeznania swojego chorobowego stanu i tym bardziej nie zna sposobu uleczenia z niego. Chrystus nie tylko nas oświeca i daje poznać prawdę, ale także przynosi i daje nam swoją Boską moc, moc uzdrowienia, która jako jedyna jest zdolna pokonać przyczynę wszelkiego zła, grzech, oraz naprawić to, co zniszczone. Przyjąć to lekarstwo, czyli Jezusa Chrystusa, to odnaleźć drogę życia w prawości i ładzie, który nas buduje i pozwala wzrastać ku pełni człowieczeństwa na miarę Chrystusa (por. Ef 4, 13).
Tylko On, Jezus Chrystus, może być dla nas na tej drodze przewodnikiem. On po to z nieba zstąpił aby nas do nieba poprowadzić. Tylko On zna tę drogę, gdyż tylko On jest „Drogą, Prawdą i Życiem” i nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przez Niego (por. J 14, 6). Aby pójść tą drogą za Chrystusem trzeba stać się Jego uczniem. Obrać Go jako swojego Nauczyciela, wsłuchiwać się w Jego słowo i wiernie wypełniać Jego wolę. Chrystus sam mówi, kto jest Jego uczniem: „Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę a prawda was wyzwoli” (J 8, 31-32). Na innym miejscu dodaje także: „Kto nie dźwiga swojego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk 14, 27). Papież Benedykt XIV tak odpowiadał na pytanie, co to znaczy być uczniem Chrystusa?: „Otóż, przede wszystkim oznacza to poznawanie Go. Jak to się dzieje? To zaproszenie do słuchania Go, gdy przemawia do nas w Piśmie Świętym, gdy zwraca się do nas i wychodzi nam naprzeciw we wspólnej modlitwie Kościoła, w sakramentach i w świadectwie świętych. Nigdy nie można poznać Chrystusa jedynie teoretycznie. Dzięki głębokiej wiedzy można wiedzieć wszystko o Piśmie Świętym, nigdy nie spotykając Chrystusa. Integralną częścią poznania Go jest podążanie z Nim” (Przemówienie do Kurii Rzymskiej, 21.12.2007 r.).
Odczytany przed chwilą w Liturgii Słowa fragment Listu św. Pawła do Tytusa opisuje postawę ucznia Chrystusa i do niej wzywa (Tt 2, 11-14). Wraz z narodzeniem Pana Jezusa objawia się nam łaska Boża, która daje moc i poucza nas, „abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie”. Jako uczniowie Chrystusa tylko w Nim mamy pokładać „błogosławioną nadzieję”, gdyż On jest naszym Bogiem i Zbawicielem, który „wydał samego siebie za nas, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości i oczyścić”. Odpowiedzią z naszej strony winna być „gorliwość w spełnianiu dobrych uczynków”.
Narodzenie Chrystusa Pana jest historycznym wydarzeniem, ale jest świętowane po to, aby stało się wydarzeniem bardzo osobistym każdego z nas. Jest to możliwe, jeśli otwieramy się na Niego wiarą, jak Maryja; kiedy gotowi jesteśmy uczynić Go Panem naszego życia i stać się Jego uczniami; kiedy faktycznie to On nas prowadzi, a Jego nauka i Jego wola stają się drogą naszego życia, porządkiem naszego myślenia i działania. Św. Ambroży pisał: „Każda dusza, która wierzy, poczyna w sobie i rodzi Słowo Boga i rozpoznaje Jego dzieła” (Kom. do Ew. św. Łk, K. 2, r. 9, 22). Dzisiaj to wszystko, całą tę prawdę o Emmanuelu, Bogu z nami, streszczamy w jednej myśli – czy On, Zbawiciel, narodził się w nas? Życzenia, aby tak się stało, wyrażają całą treść i sens świętowania Bożego Narodzenia. Amen.