X Lidzbarska Piesza Pielgrzymka do Gietrzwałdu

X Lidzbarska Piesza Pielgrzymka do Gietrzwałdu

Po trzech dniach drogi pielgrzymi z Lidzbarka Warmińskiego dotarli do Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Niosła ich jednak modlitwa, niosła nadzieja i wiara, że te wszystkie sprawy, które niosą w sercach, z matczyną troską przyjmie Maryja, Matka w niebie, Ta, która w Gietrzwałdzie powiedziała wizjonerkom: „Ja zawsze będę z wami”.

To była jubileuszowa dziesiąta Lidzbarska Piesza Pielgrzymka do Gietrzwałdu. Zanim wyruszyli, uczestniczyli we Mszy św. w Kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła, której przewodniczył proboszcz ks. Jarosław Prusaczyk. Po liturgii poszli za krzyżem, nawiedzili jeszcze Kościół Podwyższenia Krzyża, gdzie dziekan ks. Jerzy Rożentalski pobłogosławił ich na trud drogi. Potem ruszyli, by przemierzyć Warmię, a wędrówkę zakończyć u stóp Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, która podczas objawień prosiła o modlitwę różańcową, prosiła o dobre życie i głęboką wiarę. Stanęli przed kaplicą objawień, a po Gietrzwałdzie niósł się śpiew: „O Gietrzwałdzka Królowo, Mateńko ukochana, to Lidzbark dziś idzie do Twych stóp, by upaść na kolana”.

– Nasza droga była przepełniona modlitwą, rozważaniami tajemnic Różańca i śpiewem, który nawet w najtrudniejszych momentach nas uskrzydlał, jakby niósł nas nad drogami, niósł w radości, że Bóg dał nam siłę i zaprosił na tę pielgrzymkę – mówi przewodnik pielgrzymki ks. Jan Hasiuk. – Modliliśmy się za cały Kościół, za naszą archidiecezję i kapłanów, za każdego z nas, byśmy byli wierni Chrystusowi. Nieśliśmy wiele własnych intencji, swoje rodziny, przyjaciół i znajomych, chorych i cierpiących – dodaje.

Podkreśla, że ta doroczna pielgrzymka integruje parafian. W trakcie wędrówki nawiązują się bliższe relacje, a wszyscy widzą, że nie są sami, że są wspólnotą osób, które chcą iść za Chrystusem, są normalnymi osobami, które w codzienności zmagają się z różnymi problemami. – Każdy z nas ma swój krzyż zmartwień i słabości. Idąc razem, jest łatwiej. Nie tylko na pielgrzymce, ale też i w każdym dniu życia – zauważa. – Pielgrzymka nas obnaża. Tu nikt nie gwiazdorzy. Nie ma na to okoliczności ani sił. I to nas jednoczy. Idziemy jako uczniowie i misjonarze Chrystusa – podkreśla.

Od lat pielgrzymom towarzyszy ks. Marek Witkowski z diecezji elbląskiej. To on pomagał w organizacji pierwszych pielgrzymek lidzbarskich. – Można powiedzieć, że jestem jej współtwórcą, choć idea pochodzi od państwa Borowych, Izy i już nieżyjącego Wojtka. Wspomagałem ich – wspomina. Zauważa, że dziesięć lat rekolekcji w drodze, to setki osób, które przemierzały kolejne kilometry, setki serc złaknionych nadziei i pokoju, tysiące intencji i wiele dziękczynienia.

– Co do znaków, które Bóg w sercu zostawia, to najlepiej o tym mogą powiedzieć pielgrzymi. Myślę, że wielu kapłanów w rozmowach z pątnikami słyszy o cudach i dziełach, które Bóg dokonuje w ich życiu. Słyszą o tym czasie, atmosferze, modlitwie. Oczekiwania są różne. Niektórzy pragną cudu, którego nie doświadczają, ale może doświadczają przemiany serca. Niektórzy nie oczekują zbyt wiele, a nagle Pan Bóg przemienia ich życie; i dziwią się, że nie prosili, a dostali. Pan Bóg ma swoją filozofię i swoimi ścieżkami prowadzi. Ważne, żeby poddać się Jego woli, żeby oddać Mu swoje życie z tym, co piękne i z tym, co brzydkie. Oddać dobre uczyni i krzyże upadków. Nikt z nas świętym się nie urodził. Do świętości podążamy, a jedną z dróg jest nasza pielgrzymka – mówi ks. Marek.

W gronie pątników jest Izabela Borowa, inicjatorka i wieloletnia organizatorka Lidzbarskiej Pieszej Pielgrzymki do Gietrzwałdu. – Idziemy dziesiąty raz, jest to więc nasz jubileusz – nie kryje radości. – Wielka radość, że mogłam kolejny raz pójść, podziękować za wszelkie dobro i prosić o kolejne łaski, bo trosk jest dużo w rodzinie i w moim życiu. Dziękuję Bogu, że są kolejne osoby, które podejmują się trudu organizacji pielgrzymki – wyznaje.

Dla niej rekolekcje w drodze to czas zatrzymania się i spojrzenia w siebie. – Mogę spojrzeć w głąb siebie, skupić się na Bogu i Maryi. Oczywiście na postojach jest czas na rozmowy, relacje, takie normalne gesty miłości, kiedy komuś przyniesie się kanapkę czy szklankę kompotu. To też ubogaca. Kiedy idę, podziwiam naszą warmińską przyrodę. Idziemy oderwani od codzienności, by przylgnąć do Boga, który jest miłością – mówi Izabela.

Trzy dni drogi. Trzy dni modlitwy. Trzy dni relacji. I widać już wieżę bazyliki w Gietrzwałdzie. – Czuję wówczas radość. Wielkie wzruszenie. I już jestem u Mamy. I moje pierwsze słowa: „Witaj Mateńko. Dziękuję, że mogłam dojść” – wyznaje.

Na pielgrzymkę wyruszyła też liczna grupa młodzieży. Dla niektórych to już kolejna pielgrzymka. – Pierwszy raz poszedłem za namową księdza wikariusza. Byłem ciekawy, jak to jest tak iść – mówi piętnastoletni Antoni Ciereszko. Wówczas myślał przede wszystkim o zmęczeniu, bolących nogach i kolejnych kilometrach, które trzeba jeszcze przejść. – Zupełnie nie poczułem efektu wiary ani radości pójścia do Maryi – śmieje się na wspomnienie.

W tym roku szedł trzeci raz. – Tym razem już nie myślałem o zmęczeniu. Od początku swoje myśli skierowałem w stronę serca, żeby przyjrzeć się sobie, jakim jestem uczniem Chrystusa. I mam taką refleksję, że codziennie mamy jakieś pokusy. Tego mi się nie chce, może nie pójdę jednak do Kościoła, lepszy telefon niż modlitwa. I wiele innych. Tkwimy też w rutynie, przyzwyczajamy się do Mszy św., do modlitwy. I one stają się płytkie. Pielgrzymka to zmienia. Jak? Nie wiem. Może dlatego, że odrywamy się od codzienności, od tej rutyny? Zapewne trud ukierunkowuje nasze myśli w stronę Boga, umacnia wiarę – zastanawia się Antoni.

Za organizację pielgrzymki obecnie odpowiedzialna jest Wanda Lorens. – Pielgrzymowanie do Matki Bożej jest cudowne. Tak dziękuję Matce Bożej za wszystko. A Gietrzwałd jest dla mnie wyjątkowym miejscem. Tu Maryja się objawiła, mówiła do nas, prosiła o modlitwę. Tak Ona wskazuje na Jezusa, prowadzi mnie do Niego. Matka Boża jest tak kochana! W tej pielgrzymie, jako uczniowie i misjonarze, dziękujemy za wszystko, za pokój serca, za nasz uśmiech, radość drogą. Jesteśmy potrzebni dla siebie nawzajem. Dzielimy się uśmiechem, a uśmiech jest wyrazem miłości. Cieszę się, że kolejny rok pielgrzymujemy – podkreśla Wanda.

GALERIA ZDJĘĆ


Krzysztof Kozłowski/Instytut Gość Media