Błogosławiona bliska sercom

W parafii św. Walentego w Klewkach gościły siostry katarzynki. Podczas spotkania przybliżały losy życia i męczeńską śmierć Krzysztofy Klomfass i 14 Towarzyszek ze Zgromadzenia Sióstr św. Katarzyny Dziewicy i Męczennicy, które zostały zamordowane pod koniec II wojny światowej przez rosyjskich żołnierzy. – Weźcie, proszę, do swoich serc i do swoich domów s. Tiburtię, która tak wiele lat służyła w tej parafii, niosąc ludziom pomoc, opiekę i obecność – mówiła s. Róża Rosak CSC.

Dla parafian z Klewek szczególną błogosławioną spośród męczenniczek jest s. M. Tiburtia Mischke. – Z inicjatywy wiernych pragniemy upamiętnić i uhonorować tę siostrę, która przez 24 lata posługiwała w naszej parafii i niosła pomoc mieszkańcom. Czasem wyszukujemy mocnych świętych, sławnych, wskazywanych przez wielu, że on to na pewno ci pomoże. Jednak warto pamiętać o tych, którzy są nam bliscy, tak jak bł. Tiburtia. Ona przed laty pomagała nam. Z pewnością będzie to czynić nadal – podkreślał ks. Jerzy Banul, proboszcz parafii św. Walentego w Klewkach.

Pragnienie upamiętnienia siostry katarzynki, która przez wiele lat posługiwała na terenie parafii w Klewkach, zrodziło się u pani Ireny Gołębiowskiej po przeczytaniu książki „Pod prąd, pod wiatr i pod fale” opisującej życiorysy i heroizm warmińskich męczennic. Po rozmowie z proboszczem utworzono komitet, do którego weszły jeszcze: Maria Ruchlewicz, Renata Śliwka i Iwona Wróblewska. Ustalono, że w kościele umieszczona zostanie tablica pamiątkowa oraz obraz poświęcony katarzynkom, ufundowana chorągiew procesyjna. Do parafii mają też trafić relikwie. By parafianie mogli lepiej poznać historie męczenniczek, zaproszono siostry katarzynki, które przybliżyły okoliczności śmierci męczeńskiej błogosławionych.

– Chcemy Wam dzisiaj przybliżyć 15 dzielnych niewiast, które Kościół, jak dziś, daje nam jako wzór. Są to siostry, które zginęły z rąk żołnierzy Armii Czerwonej w czasie II wojny światowej od stycznia do listopada 1945 roku – mówiła s. Róża Roska CSC. – Nie sposób jest powiedzieć o wszystkich, dlatego skupię się tylko na s. Tyburtii, która jest bliska waszym sercom, a to poprzez fakt jej posługi w tej miejscowości – wyjaśniła siostra katarzynka.

Cecylia Mischke urodziła się 27 października 1888 r. w Krokowie. Została ochrzczona w uroczystość Wszystkich Świętych. 7 kwietnia 1907 r. rozpoczęła w Braniewie formację zakonną. Po przyjęciu do nowicjatu przybrała imię zakonne Tiburtia, a jej patronem został męczennik św. Tiburtius. 12 października 1909 r. złożyła śluby wieczyste. Początkowo pracowała w Biskupcu w szpitalu.

W 1921 r. została przeniesiona do Klewek, do nowo otwartej placówki, gdzie katarzynki zajmowały się parafialną opieką medyczną. Dbały również o czystość i wystrój kościoła. Miały pod opieką duży obszar, na którym znajdowało się 11 wiosek rozsianych pośród pól, lasów i jezior, na uboczu głównych dróg.

– Przyjechała do was, do Klewek, by zamieszkać w domu nieopodal kościoła. Przyjechała, by być dla was opiekunką, pielęgniarką, lekarzem, troskliwą matką. Była osobą bardzo szanowaną, a wartości, jakie wyniosła z domu, to wytrwałość i wierność Bożego słowu – przybliżała s. Róża.

Czas II wojny światowej nie był łatwy, jednak prawdziwa tragedia rozegrała się w momencie, kiedy na tereny Warmii i Mazur wkroczyła Armia Czerwona. Siostra Tiburtia 21 stycznia 1945 r. wyruszyła pieszo z Klewek do Olsztyna. Udała się do Szpitala Mariackiego, by spotkać się ze współsiostrami, które posługiwały w tej placówce. – A zima była ostrzejsza, niż tegoroczna. Wyobraźcie sobie spadające bomby, strach, panika i to wszystko, co Armia Czerwona ze sobą niosła: modry, gwałty, kradzieże i zniszczenie. Ludność, która już wtedy uciekała z Warmii i Mazur, mówiła, jak ogromne zniszczenie materialne i moralne niesie z sobą Armia Czerwona – opowiadała.

Kiedy Sowieci wdarli się do szpitala, zabrali zebranym wartościowe przedmioty. Gdy wtargnęła kolejna grupa, żołnierze brutalnie pobili s. Tiburtię, wywlekli z pomieszczenia i wielokrotnie wykorzystali. Sytuacja powtórzyła się kolejnego dnia. Później została zapędzona do więzienia. Po dziesięciu dniach wraz z innymi siostrami wywieziono ją do Przasnysza, następnie do obozu w Ciechanowie. Po kilku dniach wraz z więźniami siostry wywieziono na Wschód, gdzie trafiły do obozu położonego obok Ossanovy. Siostra Tiburtia zachorowała na tyfus, zmarła 7 sierpnia 1945 r.

Na Syberii zginęło ponad 20 naszych sióstr, a trzy z nich są ogłoszone błogosławionymi. Między nimi jest właśnie s. Tiburtia. – Czy się nie bała? Oczywiście, że się bała, bo lęk towarzyszy nam od początku życia. Ale w jej przypadku, osoby złączonej z Chrystusem, nie był to lęk, który paraliżował jej życie. Zginęła w głębi Rosji, niosąc słowo Boże. Ktoś powie, jak w łagrze można nieść słowo Boże? Niosła je swoim cierpieniem, dodając otuchy innym. Minęło ponad 80 lat, a Kościół nie zapomniał ani o siostrze Tybucji, ani o tych pozostałych 14 dzielnych kobietach. Najmłodsza z naszych sióstr miała zaledwie 27 lat, najstarsza w chwili śledzi 65 – przybliżała s. Róża.

Wyjaśniała, że Kościół ogłasza kogoś błogosławionym, jeśli odda życie za Chrystusa. – One oddały życie w obronie godności i czystości kobiety. Oddały życie w obronie tych, z którymi zostały, za chorych i potrzebujących. Nie zawsze ginęły od razu, tak jak siostry zastrzelone. Cierpienia trwały od kilku, do kilkunastu tygodni. I ktoś zapyta: „Czego one nas nauczyły?”. Nauczyły nas tego, bez czego i dzisiaj w czasie pokoju nie da się żyć. Nauczyły przebaczenia tym, którzy czynią nam krzywdę. Każda z nich przebaczyła swojemu oprawcy – podkreślała siostra katarzynka.

Zachęcała do zapoznania się z historią sióstr męczenniczek oraz do modlitwy przez ich wstawiennictwo. Do klasztoru w Braniewie spływa coraz więcej świadectw o otrzymanych łaskach za sprawą błogosławionych. – Weźcie dzisiaj, proszę, do swoich serc i w ten sposób do swoich domów s. Tiburtię, która tak wiele lat służyła w tej parafii niosąc ludziom pomoc, opiekę i obecność. Ona pokazała, że wiara jest orężem do pokonania zła i ciemności. Proście Boga o łaski za jej wstawiennictwem. Ona przyjdzie do was ze swoją pomocą – apelowała s. Róża.


Krzysztof Kozłowski/Instytut Gość Media